Michał Sapota, twórca imperium deweloperskiego HREiT, siedzi w areszcie pod zarzutem oszustw na gigantyczną skalę. Setki rodzin bez mieszkań, miliardy złotych strat, a w tle mroczny obraz zarządzania firmą przez uzależnionego od alkoholu prezesa, który „na kacu odwoływał decyzje podjęte dzień wcześniej”.
Piwo przed spotkaniami i decyzje „pod wpływem”
Zanim wybuchła jedna z największych afer deweloperskich w historii Polski, Michał Sapota cieszył się wizerunkiem wizjonera i „guru deweloperki”. Media chętnie opisywały jego niekonwencjonalny styl – trampki zamiast garnituru, długie włosy i swobodne maniery. Jednak za fasadą kreatywnego biznesmena kryła się mroczniejsza rzeczywistość.
Jak ujawnia Onet w swoim śledczym reportażu, Sapota otwarcie przyznawał się do picia piwa przed oficjalnymi spotkaniami. To, co miało uchodzić za autentyczność i nonkonformizm, w rzeczywistości stanowiło poważny problem.
– Jego pijaństwo było mylone z autentycznością. W pracy pił i podejmował ryzykowne decyzje, które potem, na kacu, odwoływał – mówi wprost były pracownik HREiT cytowany przez Onet.
To szokujące zeznanie rzuca nowe światło na sposób zarządzania firmą odpowiedzialną za dziesiątki inwestycji mieszkaniowych w całej Polsce. Decyzje biznesowe warte miliony złotych podejmowane pod wpływem alkoholu, a następnie odwoływane następnego dnia – taki obraz wyłania się z relacji osób, które miały okazję obserwować Sapotę z bliska.
Od Murapolu do imperium na kredyt
Michał Sapota to nie była postać anonimowa na rynku nieruchomości. W poprzedniej dekadzie pełnił funkcję prezesa Murapolu – jednego z największych deweloperów w Polsce. Ta przeszłość w uznanej firmie dawała mu wiarygodność w oczach inwestorów i klientów.
Po odejściu z Murapolu Sapota zbudował własne imperium – grupę HRE Investments z flagową spółką HREiT. Model biznesowy opierał się na zakładaniu dziesiątek spółek celowych, które miały realizować konkretne projekty deweloperskie. Finansowanie? Nie kredyty bankowe, ale pieniądze zbierane bezpośrednio od inwestorów indywidualnych i wpłaty nabywców mieszkań.
– Uwierzył w mit własnego sukcesu, ignorując krytykę i zmieniając koncepcje inwestycji w trakcie ich realizacji. Sądził, że jest najmądrzejszy, a każdy, kto go krytykował, nie rozumiał jego wizji – dodaje były współpracownik w rozmowie z Onetem.
Areszt i postawienie zarzutów
16 września 2024 roku funkcjonariusze policji zatrzymali Michała Sapotę. Dwa dni później Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia zastosował wobec niego trzymiesięczny areszt. Według informacji Prokuratury Okręgowej w Łodzi, deweloper usłyszał zarzuty dotyczące oszustwa na gigantyczną skalę.
Główny zarzut dotyczy doprowadzenia 565 osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w łącznych kwotach ponad 143 mln zł, 245 665 euro, 10 000 franków szwajcarskich i 182 294 dolarów.
– Podejrzany wprowadził pokrzywdzonych w błąd co do rzeczywistej sytuacji finansowej podmiotów wchodzących w skład grupy kapitałowej HRE oraz możliwości wywiązania się z zawartych z nimi umów inwestycyjnych w umówionym terminie – informuje prokuratura.
Sapota nie przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia. Prokuratura oceniła jednak, że „wyjaśnienia podejrzanego nie znalazły odzwierciedlenia w zgromadzonym materiale dowodowym”.
Skala dramatu – tysiące poszkodowanych
Liczby związane z aferą HREiT przyprawiają o zawrót głowy:
- ponad 8 300 oszukanych inwestorów,
- ponad 2 300 nabywców mieszkań, którzy nie otrzymali kluczy,
- straty szacowane na około 3 miliardy złotych,
- akta sprawy liczące 346 tomów i ponad 70 000 stron.
Śledztwo prowadzone przez specjalny zespół Prokuratury Okręgowej w Łodzi obejmuje dziesiątki niedokończonych inwestycji w całej Polsce. Wśród nich projekty w Łodzi (Tuwima Gardens, Tuwima Sky, Łozowa 48), Rzeszowie (Resovia Sky – straty ponad 5,2 mln zł), Krakowie (Pachońskiego Sky), Gliwicach, Wrocławiu, Sosnowcu, Opolu, Świdnicy, Oświęcimiu, Rudzie Śląskiej i innych miastach.
Historie ludzkich dramatów
Za suchymi statystykami kryją się prawdziwe tragedie. Marcin Babło z Gliwic zaciągnął kredyt na mieszkanie w inwestycji HREiT.
– Z naszego kredytu poszło 150 tys. zł, a budowa stanęła na etapie fundamentów. Teraz mieszkamy kątem u rodziny i spłacamy odsetki – opowiada w rozmowie z Onetem.
Takich historii są setki. Ludzie, którzy wpłacili oszczędności życia, często zaciągając na ten cel kredyty hipoteczne, zostali z niedokończonymi budowami lub – w najgorszych przypadkach – z pustymi działkami, gdzie zamiast wymarzonego mieszkania jest jedynie dziura w ziemi zalana wodą.
W przypadku inwestycji we Wrocławiu-Bieńkowicach, gdzie planowano nowoczesne osiedle Green City, po latach od rozpoczęcia sprzedaży mieszkań pozostał jedynie wykop wypełniony brudną wodą. W Łodzi budynki Tuwima Gardens zostały wprawdzie wykończone, ale mieszkańcy nie mogą się wprowadzić – teren nie jest uzbrojony, brak mediów i przyłączy.
Wyprowadzanie majątku przed upadkiem
Według ustaleń Onetu, gdy Sapota zorientował się, że jego firma zmierza ku upadkowi, miał systematycznie wyprowadzać majątek na rzecz wybranych osób i firm. Wartość wyprowadzonych nieruchomości szacuje się na około 200 milionów złotych.
– Ten majątek był przepisywany na różne firmy i osoby, które teraz gorączkowo próbują go sprzedać, obawiając się interwencji prokuratora lub syndyka – mówi informator portalu.
Wśród inwestorów, którzy pożyczali pieniądze spółkom Sapoty, pojawiają się głośne nazwiska. Hrabia Piotr Piniński, potomek brytyjskiego księcia Karola Stuarta i króla Jana III Sobieskiego, miał pożyczyć spółkom 8,5 mln zł. Biznesmen Adam Szafarowicz zainwestował około 25 mln zł. Obie te transakcje mogą zostać zakwestionowane przez syndyka.
UOKiK już wcześniej nakładał kary
Problemy HREiT nie pojawiły się nagle. W styczniu 2024 roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na spółki z grupy HRE Investments kary na łączną kwotę 12 milionów złotych. Dodatkowo osobiste kary otrzymali zarządzający: Michał Sapota (950 tys. zł) oraz Michał Cebula (450 tys. zł).
Według UOKiK, konsumenci byli wprowadzani w błąd co do gwarancji zwrotu inwestycji w przedsięwzięcia deweloperskie i związanego z nim ryzyka. Mimo tych kar i rosnących sygnałów ostrzegawczych, Sapota nadal wypowiadał się publicznie jako ekspert rynku nieruchomości.
Co grozi deweloperowi?
Każdy z postawionych Sapocie zarzutów zagrożony jest karą do 10 lat pozbawienia wolności. W przypadku kwalifikacji związanej z oszustwem na kwotę przewyższającą 10 milionów złotych, kara może wynieść nawet 25 lat więzienia.
Sąd uzasadniał decyzję o trzymiesięcznym areszcie głównie ryzykiem matactwa, ukrywania dowodów i wpływania na świadków. Zabezpieczono również środki finansowe znajdujące się na kontach prezesa.
Obrońcą Sapoty został poseł PiS i adwokat Paweł Jabłoński, były wiceminister spraw zagranicznych. Obrona twierdzi, że decyzja o areszcie jest bezzasadna, a uzasadnienie sądu „lakoniczne i nie zawierające żadnych nowych okoliczności”.
Sanacja czy upadłość?
Przyszłość grupy HREiT i tysięcy poszkodowanych zależy teraz od decyzji sądu upadłościowego. Sapota i jego obrońcy zabiegają o sanację, która pozwoliłaby firmie uniknąć upadłości i teoretycznie dokończyć niektóre inwestycje.
Przeciwnicy tego rozwiązania – w tym reprezentanci poszkodowanych – argumentują, że jedynie upadłość likwidacyjna i działania syndyka mogą zapewnić rzetelne rozliczenie majątku i sprawiedliwy podział środków między wierzycielami.
Wyznaczony przez sąd przymusowy zarządca, kancelaria Rymarz Zdort Maruta Kubiczek Restructuring, przedstawiła negatywną opinię o możliwościach restrukturyzacji.
– Dokumenty spółki zawierają tyle uchybień, że nie dają żadnych realnych perspektyw na skuteczną restrukturyzację – ocenił zarządca Marcin Kubiczek.
Przestroga dla rynku
Afera HREiT to nie tylko dramat tysięcy poszkodowanych rodzin. To również poważne ostrzeżenie dla całego rynku deweloperskiego w Polsce.
Historia pokazuje, jak łatwo można nadużyć zaufania klientów i inwestorów, wykorzystując model finansowania oparty na kapitale zebranym bezpośrednio od osób fizycznych, bez kontroli instytucji finansowych. Pokazuje też, jak pozorna wiarygodność wynikająca z przeszłości w uznanej firmie może przysłonić realne zagrożenia.
Być może najważniejszą lekcją jest jednak to, że za fasadą „niekonwencjonalnego stylu zarządzania” mogą kryć się poważne problemy. Gdy prezes firmy zarządzającej miliardowymi projektami przyznaje się do picia alkoholu przed spotkaniami, a jego byli pracownicy mówią o podejmowaniu decyzji „pod wpływem” i ich odwoływaniu „na kacu” – to nie jest znak autentyczności. To czerwona flaga, której nikt nie potraktował wystarczająco poważnie.
– Sapota miał wystarczająco dużo czasu, by prowadzić firmę uczciwie. Teraz powinien tłumaczyć się przed prokuratorem, a nie próbować ratować swoje interesy – podsumowuje jeden z wierzycieli cytowany przez Onet.
Fot. Adam Warżawa (PAP) / Pixabay